Pokazywanie postów oznaczonych etykietą świat oczami dziecka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą świat oczami dziecka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 listopada 2012

Reaktywacja

No i tyśka zmobilizowała mnie do kolejnego postu.
Zaglądam na pocztę - a tu fanka nie może się doczekać informacji co tam u mnie.

A u mnie sporo - po pierwsze i najważniejsze zaczęłam chodzić.
Rozumiecie :D W końcu jestem niezależna. Mogę robić co chcę, iść gdzie chcę i ciągnąć za to co chcę - pod warunkiem, że dosięgnę. Ale nad tym pracuję. Dużo jem żeby szybciej urosnąć:) I udaje mi się - a jakże:)

No w każdym razie - na pewno rozumiecie teraz dlaczego komputer poszedł w odstawkę.
Świat jest niesamowicie ciekawy. Tyle rzeczy można dotknąć, wsadzić do buzi, podnieść z podłogi, ściągnąć z mebli, stołu i tak dalej. Wszędzie czekają pochowane na mnie niespodzianki - które tylko czekają aż je odkryję
A ja staram się jak mogę - i nie daję im długo czekać na odkrycie.

ogólnie jest fajnie - tylko czasami zdarza mi się odkryć coś zbyt ciepłego - gorącego wręcz. Ale wtedy rodzice, babcia, siostra uczciwie starają się mnie ostrzec - mówiąc nagle i przeraźliwie - hhhhhhyyyyyyyy czy jakoś tak. No akurat te słowo na mnie działa. Raz pod kontrolą pozwolili dotknąć mi nagrzanego piekarnika - i teraz już wiem, że czasami - ale tylko czasami mają rację. Pewnych rzeczy nie należy dotykać.
Na szczęście niewiele ich. A cała reszta - z resztą się zaprzyjaźniam.

A mama - mama czasami mówi że spokojniej było gdy nie umiałam chodzić. Ciekawe czemu??

A teraz spadam. Jeszcze nie sprawdziłam co ukryli w szufladach w kuchni

Ps. Jeśli czytacie ten wpis - i właśnie ząbkujecie - tak jak ja - to jednym z lepszych sposobów na zęby są kredki starszej siostry. Ciężko je zdobyć - bo zarówno siostra jak i rodzice bronią ich jak lwy - ale naprawdę idealnie masują bolące dziąsełka. A i potem mycie twarzy murowane. Ale i tak Polecam

wtorek, 18 września 2012

Wiki - nie wolno !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

No nie wiem jak Wy ale ja akurat nie cierpię tego zwrotu. A co tu dużo mówić - odkąd stałam się ciutkę bardziej mobilna - i pełzając sama się poruszam - ciągle to słyszę.
Wiki nie wolno,
Wiki nie ruszaj tego
Wiki nie dotykaj
Wiki nie brój
i cała litania w ten deseń.


Zrozumcie wreszcie - JA POZNAJĘ ŚWIAT. A jak mam to robić jeśli mi wszystkiego zabraniacie.


Tak, tak zaraz usłyszę że te wszystkie rzeczy są  dla mnie niebezpieczne. No bez przesady. Skoro Wy możecie coś robić to niby czemu mi nie wolno???


Zupełnie nie rozumiem czemu wszyscy na około - łącznie z moją siostrą - nie dają mi wziąć widelca czy noża do ręki. Przecież tak pięknie się świecą. Szczególnie na końcach. A skoro tak fajnie wyglądają - to może też i sa bardzo smaczne?? Tego jeszcze nie wiem - nie pozwolono mi sprawdzić ;>
 

Obrusu też mi ze stołu ściągać nie wolno - ale przecież jak ciągnę - tak pięknie kołyszą się wszystkie rzeczy na stole. No nie mówcie mi że sami nie jesteście ciekawi czy spadną czy nie?
 

A szklanka z cieczą?? Przecież ile razy udaje mi się ją trącić tak pięknie rozlewa się płyn po całym stole ewentualnie podłodze. A później w tej kałuży tak świetnie można byłoby się bawić. Ale tego oczywiście też mi nie wolno.
 

Gryźć książek też nie wolno - no zrozumcie - przecież ich nie przeczytam - za mała jestem, ale jakoś zapoznać z zawartością się trzeba. To samo z komórkami i wszelkimi innymi zabawkami, które trafią mi w ręce. Muszę sprawdzić czy oprócz fajnego wyglądu fajnie smakują.
 

A papier toaletowy, śniadaniowy czy w jakiejkolwiek innej postaci?? Już wiem że się go nie je - no może je - ale mi osobiście nie smakuje - za to tak cudownie można go podrzeć na tysiąc drobnych kawałków. I zupełnie nie rozumiem czemu mama robi wielkie oczy kiedy zobaczy, że właśnie dorwałam się do gazety, której jeszcze nie zdążyła przeczytać :)
Przecież kupiła ją i położyła nisko pod stolikiem specjalnie dla mnie:) A teraz dziwi się że skorzystałam z tego zaproszenia i robię z tą gazetą to do czego nadaje się najlepiej :)


Dorośli są dziwni. Najpierw chcą żebym wszystko umiała - a potem nie pozwalają mi niczego ruszać. No to jak mam się czegoś nowego nauczyć??
 

Zabawki?? Zabawki są dobre na chwilę - bo przecież szkoda czasu na coś, co się dostaje bez problemu - lepiej poszukać czegoś czego ruszać nie wolno - zawsze się wtedy okazuje, że zabawa lepsza. 

No właśnie. Czas poszukać czegoś nowego i ciekawego czego jeszcze nie znam :) Więc spadam od kompa. PA

środa, 12 września 2012

To kotów się nie je??


Ostatnio była z wizytą u nas moja ciocia. Ciocia jak ciocia - ustawiona, za to zawsze przywozi 2 fajne zabawki z sobą. Pierwsza to jej syn - jest ode mnie młodszy pół roku i tak zabawnie piszczy, że chciałabym aby wydawał te dźwięki cały czas.
Więc gdy tylko położą nas obok siebie - zaraz szybko się czołgam do niego - żeby go ścisnąć. W końcu tak się robi z zabawkami, żeby zaczęły wydawać dźwięki. Jak nie mam cierpliwości to jeszcze walę w nie rękami albo nogami - i teź działa. Muszę to powiedzieć z całą stanowczością - Ani jedna z moich zabawek, tak pięknie nie sknerzy jak on. No i nie wiem czemu, ale nigdy mi nie pozwalają się do niego zbliżyć na taką odległość, żebym mogła wykonać swój plan. Ja dzielnie próbuję, a oni - zwykle w ostatniej chwili mnie odciągają. Póki co tylko raz udało mi się dorwać do kuzyna... Ten pisk po walnięciu go ręką - prawdziwa muzyka dla moich uszu.
I naprawdę nie rozumiem czemu nie mogę się nim bawić???

Z drugą zabawką jest już lepiej. To kot - wielki i czarny z długą sierścią. Taką którą też uwielbiam. Jak coś jest włochate - to zawsze muszę sprawdzić jak smakuje. Muszę też zanurzyć ręce i najlepiej wyrwać trochę kłaków. Taką mam słabość, że uwielbiam dotykać włosy w każdej postaci.
I kota już tak nie pilnują jak dziecka. A że kot ma obcięte pazurki i w ogóle schodzi mi z drogi, to mam większe pole do popisu. Oczywiście ten kot podobnie jak moja siostra - bawi się ze mną w berka. A że tą zabawę mam opanowaną - prędzej czy później udaje mi się go znaleźć. Dorośli jak to dorośli zwykle przeszkadzają mi w zabawie. Mówią że jest za duży i może mi coś zrobić. Nie znają się. Nie wiedzą, że udane polowanie to takie, kiedy ma się godnego przeciwnika?? Więc co to za polowanie by było gdyby zwierz był mały??
I mimo tych wszystkich przeciwności podczas pewnej wizyty udało mi się zbliżyć do kota na wyciągnięcie ręki. Mocno spał - i chyba tylko dlatego nie usłyszał jak się zbliżam w jego stronę. A może myślał, że skoro dorośli są obok to nic mu nie grozi?? Nie wiem. W każdym razie, gdy się obudził było już za późno. Mocno go trzymałam za ogon i właśnie byłam w trakcie wkładania piąstki z ogonem do buzi.
Kot gdy tylko zorientował co się dzieje, zerwał się na równe nogi i chciał uciec. Ale ja go trzymałam dalej za ogon, więc gdy się zerwał kawałek pociągnął mnie za sobą. Musiało go to zaboleć - bo głośno zamiauczał. I w tym momencie usłyszałam głos mamy..


Wiktoria - PUŚĆ KOTKA, PRZECIEŻ KOTÓW SIĘ NIE JE
A kto chciał go zjeść?? Ja tylko się z nim bawiłam. A ta sierść w buzi jeszcze o niczym nie świadczy ;)

wtorek, 11 września 2012

Pierwsze wspomnienia - czyli poród oczami dziecka

Dzisiaj o moich pierwszych wrażeniach na tym świecie

No wiecie, jak sobie przypominam to dokładnie połowę mojego dotychczasowego życia (jak się później dowiedziałam) w brzuchu  spędziłam. Początków - kiedy byłam małą komórką nie przypominam sobie. Ale tak gdzieś od momentu, kiedy miałam już ręce i nogi z grubsza pamiętam wszystko.


Po pierwsze, co najbardziej utkwiło mi z tego okresu to fakt, że mieszkałam w kawalerce  - i to bez okien, za to zalanej wodą po sam sufit. Nie żebym, aż tak narzekała - potem okazało się, że to całkiem przytulne miejsce. Ciche i spokojne. Od czasu do czasu dochodziły do mnie tylko głosy skądś tam. Wtedy jeszcze nie wiedziałam skąd, ale ciekawiły mnie ogromnie. No sami rozumiecie - w tej mojej małej kawalerce, ani za dużo miejsca nie było - pod koniec ciasnota taka, że nawet kopnąć porządnie nogą nie można było. W każdym razie w tym moim domu nudno było niesamowicie. No bo niby ile można się było bawić rękami i nogami. Na początku to chociaż fikołki można było robić, ale z czasem... Ja rosłam - a mieszkanie już nie ;> 

Potem odkryłam taką linę - którą też używałam jako skakanki - oczywiście do czasu.
W każdym razie już myślałam, że na dobre utknęłam w tym moim mieszkaniu i zanudzę się na maxa, gdy pewnego dnia coś się zmieniło.
 

To było bardzo traumatyczne zdarzenie dla mnie - więc aż tak wiele nie pamiętam, a i wspomnienia są chaotyczne. Pamiętam, że w którymś momencie w moim mieszkaniu pojawiło się okno - a wraz z nim światło. Nie miałam za wiele czasu podziwiać nowych widoków - ponieważ krótko po tym wydarzeniu z mojego mieszkania uciekła cała woda. Rozumiecie !! Nie miałam już okazji nawet popływać. Gdy zorientowałam się co się dzieje - i zauważyłam, że to tym oknem wycieka moja ostatnia rozrywka - postanowiłam przeciwdziałać. Nie miałam niczego by zatkać tą dziurę, więc stwierdziłam że moja głowa jest większa od otworu - i to nią zatkam tą dziurę.

I to był mój błąd. Okazało się że ta dziura, to wcale taką zwykłą dziurą nie była. To był ogromny i przerażający wir, który jak mnie ścisnął i złapał z całej siły - to głowę mi zdeformował. Ale nawet to mu nie wystarczało - ściskał mnie dalej i wypychał z mojego mieszkania. I w ten sposób najpierw głowa została usunięta z kawalerki, a zaraz potem cała reszta mojego ciała.


Dalsza część mignęła jak chwila. Mój świat, w którym byłam całkiem sama zniknął. Nagle pojawiły się jakieś dziwne istoty, które mnie myły, wycierały, ważyły, a wcześniej odcięły od liny, która łączyła mnie z kawalerką. Myślałam, że to dzięki niej uda mi się z powrotem wrócić do domu - jednak ONI - odcięli mnie od tej ostatniej deski ratunku. Na znak protestu zaczęłam wrzeszczeć. I wszyscy się ucieszyli. Potem pokazali mnie jeszcze dziwniejszej istocie. Całej czerwonej, spoconej i zalanej krwią. Wyglądała przerażająco i nie wiedzieć czemu uśmiechała się do mnie. Mi do śmiechu wcale nie było. Więc darłam się dalej. Okazało się, że w tym miejscu, w którym się znalazłam doskonale słychać co mówię- z czego korzystałam i protestowałam jak tylko mogłam. 


Ten nowy świat był paskudny. Za jasny, za głośny i za zimny, wszyscy gdzieś biegali, coś ze mną robili, a ja chciałam do mojej ukochanej kawalerki. 

 
Niestety, moje krzyki bardzo mnie zmęczyły i w końcu zawinięta w jakieś dziwne rzeczy - w których zrobiło mi się cieplej - wykończona przeżyciami zasnęłam.


I tak zaczął się nowy rozdział w moim życiu....


Ps. Jak się później okazało Taty nie było - więc i takiej sytuacji też nie - a szkoda :)